Wczorajsza, sobotnia rowerowa wyprawa, skierowała mnie nieco dalej niż zwykle. Częściowo przez małe miejscowości, częściowo przez główne ulice, ale i tak zakończyła się w mieście o mało znanej nazwie "Gniezno".
Mało kto słyszał o Gnieźnie. Nie ma go na mapie, nigdy nie miały tam miejsca żadne znaczące dla Polski wydarzenia... Więc po co tam pojechałem ? Odpowiedź jest prosta - na rosołek :D
No to jedziemy.
Mało kto słyszał o Gnieźnie. Nie ma go na mapie, nigdy nie miały tam miejsca żadne znaczące dla Polski wydarzenia... Więc po co tam pojechałem ? Odpowiedź jest prosta - na rosołek :D
No to jedziemy.
Kolejny mały, drewniany kościółek.Całość zajęła mi 7 godzin, i 142 km.
Na przeciwko poczty polskiej (która b. ładnie się prezentuje) stoi mój ulubiony kościół w Gnieźnie. Szczególnie interesujące są jego drzwi, obite płaskorzeźbami aniołów.
OdpowiedzUsuńA ja nie miałem czasu się temu wszystkiemu przyjrzeć, bo musiałam wracać... :(
OdpowiedzUsuńzawsze możemy pojechać pociągiem na jeden dzień :D Lubię tam jeździć. Choć zawsze miałem skopaną pogodę :/
OdpowiedzUsuńI do Biskupina, i do dinusiów :D
OdpowiedzUsuńTego turyste to znam
OdpowiedzUsuńBrawo Reniek :D
OdpowiedzUsuń