3log Day

Jak co roku, pod koniec wakacji obchodzimy święto bloga. Każdy wie o co chodzi więc nie będę tego powtarzał. No to jedziemy. Moje blogi:

1. Marcin Derucki Mój Fotoblog - flagowy produkt Marcina. Jak nazwa wskazuje - głównie zdjęcia, ale również słowo pisane.
2. Marcin's space - częste aktualizacje, i dużo ciekawostek. Z powodu ogromnej ilości notek dziennie, nie pamiętam co było ostatnio.
3. Mój Turek - no przecież nie twój...
4. To miejsce czeka na twoją reklamę !
5. Eclipse po polsku - czemu nie... przydatne porady 4 eclipse.

To są trzy blogi które czytam, i które czytają mnie, no i które coś czasem powiedzą u mnie. Oczywiście są inne, ale one nie dają znaku życia. Brak czasu, postępująca wirtualizacja, czy też inne powody nie pozwalają mi na dopisanie tych blogów do listy.

Jako że święto bloga oklepane i nudne, dodam coś od siebie. Ja Adam P. moje mrówki, Chupacabra, oraz Płaszczak czekamy na bloga:

1. River' Blog - niech chociaż spróbuje.
2. Blanka' Blog - chcę wiedzieć jak dbać o paznokcie ! (i jak przestać dłubać w nosie).
3. Wszendi' Blog - myślę że będzie konkurencją dla Kominka. Czekamy.
4. Question' Blog - no niech chociaż o armach napisze...
5. Most' Blog - informatyka ? wrotki ?

Mehoffer

Czyli "pomnik" u mnie w mieście. Ale nie tylko - bo jest to osoba. Więcej o nim tutaj. Pomnik wygląda ciekawie - pewnie dlatego iż jest to chyba jedyna taka atrakcja w moim mieście. Można usiąść przy nim i zrobić sobie zdjęcie.

Tutaj bliższe spotkanie z nim.

Widzimy ławeczkę.

Uwaga !
Mehoffer gryzie.

Lokomotywa

Julian Tuwim - Lokomotywa

Stoi na stacji lokomotywa,
Ciężka, ogromna i pot z niej spływa -
Tłusta oliwa.
Stoi i sapie, dyszy i dmucha,
Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha:
Buch - jak gorąco!
Uch - jak gorąco!
Puff - jak gorąco!
Uff - jak gorąco!
Już ledwo sapie, już ledwo zipie,
A jeszcze palacz węgiel w nią sypie.
Wagony do niej podoczepiali
Wielkie i ciężkie, z żelaza, stali,
I pełno ludzi w każdym wagonie,
A w jednym krowy, a w drugim konie,
A w trzecim siedzą same grubasy,
Siedzą i jedzą tłuste kiełbasy.
A czwarty wagon pełen bananów,
A w piątym stoi sześć fortepianów,
W szóstym armata, o! jaka wielka!
Pod każdym kołem żelazna belka!
W siódmym dębowe stoły i szafy,
W ósmym słoń, niedźwiedź i dwie żyrafy,
W dziewiątym - same tuczone świnie,
W dziesiątym - kufry, paki i skrzynie,
A tych wagonów jest ze czterdzieści,
Sam nie wiem, co się w nich jeszcze mieści.

Lecz choćby przyszło tysiąc atletów
I każdy zjadłby tysiąc kotletów,
I każdy nie wiem jak się natężał,
To nie udźwigną - taki to ciężar!

Nagle - gwizd!
Nagle - świst!
Para - buch!
Koła - w ruch!

Najpierw
powoli
jak żółw
ociężale
Ruszyła
maszyna
po szynach
ospale.
Szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem,
I kręci się, kręci się koło za kołem,
I biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej,
I dudni, i stuka, łomoce i pędzi.

A dokąd? A dokąd? A dokąd? Na wprost!
Po torze, po torze, po torze, przez most,
Przez góry, przez tunel, przez pola, przez las
I spieszy się, spieszy, by zdążyć na czas,
Do taktu turkoce i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to,
Gładko tak, lekko tak toczy się w dal,
Jak gdyby to była piłeczka, nie stal,
Nie ciężka maszyna zziajana, zdyszana,
Lecz raszka, igraszka, zabawka blaszana.

A skądże to, jakże to, czemu tak gna?
A co to to, co to to, kto to tak pcha?
Że pędzi, że wali, że bucha, buch-buch?
To para gorąca wprawiła to w ruch,
To para, co z kotła rurami do tłoków,
A tłoki kołami ruszają z dwóch boków
I gnają, i pchają, i pociąg się toczy,
Bo para te tłoki wciąż tłoczy i tłoczy,,
I koła turkocą, i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to!...

Where's Wally ?

Zdjęcia te mają z pięć lat, a może i więcej. Znajdź na nich Wally'ego. Odpowiedź z pozycją x-y wyślij sms-em pod numer 7754 w treści z "Wally odwiedza Bloga Adama P." Żeby ułatwić, podpowiem iż Wally wygląda nieco inaczej niż obecnie.

Uczestnicy rajdu przed wyjazdem na trasy.

Na trasie.

Więcej na temat tych zdjęć.
Zdjęcia znalazłem na tej stronie. Sam rajd odbył się w 2004 roku, we wrześniu, dokładniej 12. Przedstawiają one podróżnika Wally'ego który podróżuje. Podróż miała miejsce w okolicach starożytnego miasta Turków.

Pan Zdzisław

Pan Zdzisław jest moim nowym przydatnym kolegą. Składa się on z dwóch kondensatorów, stabilizatora napięcia, gniazdka, kilku kabelków, kawałka płytki i goldpinów. Zdzisław służy do zmiany napięcia większego niż 7V, na 5V, które służy mi do zasilania np. mikrokontrolera, jak i innych układów elektronicznych.

Poniżej schemat Pana Zdzisława.


Oraz kilka zdjęć.

Widzimy gniazdko, stabilizator, oraz goldpiny.

Tu pokazały nam się kondensatory. Widzimy również podpisanie biegunów wyjściowych.

Tak wygląda Zdzisław od spodu.

A tutaj Zdzisław w akcji - siedzi na płytce, i czeka na podłączenie zasilania.

Niedawno, Zdzisław dostał w prezencie mały radiator (cena 2 zł.), który to pozwala mu nieco ochłonąć. Zdzisław przerabiając napięcie z 12V na 5V bardzo się grzał, i teraz ma nieco chłodniej.

Pan Zdzisław z przykręconym radiatorkiem.

Tutaj również, z innej perspektywy.

Początki zegarka...

Szafka

Niedawno zrobiłem sobie szafeczkę, czy też pudełko z pudełek po zapałkach, jako taki przechowalnik do różnych elektronicznych części. Szafka zbudowana jest z 60 pudełek które zakupiłem w stonce. Za całość dałem 5,1 zł. Skleiłem to butaprenem, poumieszczałem różne ciekawe rzeczy i podpisałem szufladki. Efekt widzimy na zdjęciach.

Wersja "dosięgnę nieba".

Wersja "leżę jak ten długi".

Wersja "wietrzę paszczę".

Ogłoszenie.
Sprzedam 5 kilo zapałek.

Kukuryku !

Z okazji pysznej jajecznicy na śniadanie, postanowiłem odwiedzić jajodawców, czyli ptactwo lądowe znoszące jajka. Wybór padł oczywiście na Kórnik, jako że z tego co wiem ptactwo mieszka w kurniku. Jak zwykle wziąłem to co zawsze (picie, mapa, aparat), ale niestety nie zabrałem jedzenia. Właśnie przez to wróciłem wygłodniały. Na szczęście w domu czekało na mnie coś na ząb. Niestety zębów mam więcej niż jeden - i nadal pozostałem głodny...

Tak więc zacznijmy wyprawę w poszukiwaniu ptactwa. Zaczęło się bardzo dobrze, pomimo tego, że pewne znaki wskazywały że może być źle. Poniższy znak ukazuje zuooo przez które musiałem przejść. A raczej przejechać.

Zuooo czai się wszędzie. Trzeba je omijać szerokim łukiem. Ja przejechałem centralnie przez nie.

Dbając o zdrowie roweru jak i własne, starałem się omijać wszystkie zatłoczone trasy. Tak też całą drogę jechałem przez różne wsie - Głuszyna, Daszewice, Kamionki, Borówiec, Skrzynki aż do Kórnika. Poniżej widzimy drogę S11 którą przechytrzyłem, i wziąłem ją z boku.

Wielka dwupasmówka która nie wiedziała z kim zadziera.

Jechałem, i jechałem... w końcu dotarłem do celu. Kórnik wygląda na bardzo kolorowe miejsce, - takie właśnie miałem wrażenie patrząc na przydrożne grzędy - kury są bardzo miłe, a koguty nie dziobią. Zrobiłem kilka zdjęć legowisk ptaków, jednym z nich jest poniższy ratusz, który to bardzo mi się spodobał.

Ratusz w Kórniku.

Kolejnym legowiskiem - tym razem kur z rasy koloru czarnego - które wydawało się bardzo duże i bogate na tle innych grzęd, był kościół parafialny pod wezwaniem Wszystkich Świętych. Chyba właśnie dlatego jest taki duży. Z tego co wiem świętych kur trochę jednak było.

Kościół pw. Wszystkich Świętych w Kórniku.

Następnie spotkałem Tytusa Działyńskiego. Zamurowało go na mój widok i niestety nie pogadałem sobie z nim.

Pomnik Tytusa Działyńskiego też w Kórniku.


W końcu udało mi się dotrzeć do grzędy - matki, czyli do tzw. zamku. Grzęda - matka na mój widok wywiesiła napis z napisem "zapraszamy do zamku". Było to bardzo miłe. Nawet tam jestem popularny.

Nawet ptactwo czyta Bloga Adama P.


A tak właśnie wygląda zamek. Prawdę mówiąc myślałem że będzie większy. I co najgorsze, zapraszali mnie, ale za wstęp zażądali 12 zł. lub specjalnie dla mnie ulgowo 7 zł. Niestety nie dam się robić w balona i pomiatać sobą - na złość im nie skorzystałem z okazji.

Statek - baza - matka z widocznymi głowicami jądrowymi, służącymi do ekspresowego gotowania jajek na miękko.

Ten sam zamek, ale z innej strony.

W pewnym momencie zostałem zaatakowany przez przybyszy z innej planety. Bardzo się bałem, na szczęście miałem ze sobą nóż harcerski, czym skutecznie udało mi się odstraszyć napastnika.

Kroczące postacie z planety Urr.

Wracając w stronę domu, spotkałem kolejną postać. Tym razem nie był to kosmita, a "Strażnik Kamienia". Celem strażnika, jest pilnowanie by kamień był zawsze twardy i świeży. Ten jak widać taki był.

Strażnik Kamienia, zaskakująco podobny do Strażnika Teksasu.

Całość wyprawy zajęła mi 3 godziny i 8 minut - tzn. samego siedzenia na rowerze. Siedziałem przez 60,91 km. Poznałem kulturę i obyczaje kur. Nawiązałem nowe znajomości, poznałem wspaniałe kurczaki. Była to wspaniała przygoda. Również moje podejście do smażonych kurczaków uległo zmianie.

Turkowskie panoramy

Dzisiaj spojrzymy na moje miasto z nieco szerszej perspektywy. Na pierwszym zdjęciu widok na centrum - czyli rynek (na pierwszym planie kościół). Na drugim zdjęciu widok nocny na miasto. W oddali możemy dostrzec kominy elektrowni Adamów oraz kościół.

Widok z pewnego dachu.

Niestety księżyc ucięło...

Miasta nocą mają to do siebie, że "świecą". I właśnie przez to ciężko np. obserwować gwiazdy - dlatego też obserwatoria astronomiczne buduje się daleko do miast - daleko od świateł i zanieczyszczeń powietrza. Im wyżej tym lepiej.

Język graffiti

Dziś, jeden z rysunków namalowanych na ścianie - z mojego miasta. Autorem jest Bezt. Strona ze zdjęciem - tutaj.



Rysunek znajduje się za murami liceum.

Orbsy - mit obalony !

Tak jak obiecałem, miałem zbadać sprawę orbsów. Zbadałem. Jak się okazuje - potwierdza się to co napisała Wikipedia. Orbsy to tylko naświetlony kurz i pył w powietrzu. Ciemne tło nocą, oraz mocny błysk lampy powodują że kurz blisko aparatu widoczny jest później na zdjęciu. Obecność kurzu łatwo zbadać chodząc np. z latarką w nocy. Zdziwisz się jak zobaczysz ile tego jest w powietrzu ! Co ciekawe to samo jest w dzień, tylko tego nie widać - a oddychamy tym ;)

Marcin fotografujący orbsy.

Oczywiście są jeszcze inne orbsy - np. nakręcone w dzień kamerą, poruszające się, przelatujące za głową. Ich pochodzenia niestety nie umiem wyjaśnić.

Ludzie w oddali - cztery pory roku


Na każdym zdjęciu, w oddali, na końcu drogi przez drzewa zauważamy jakiegoś idącego człowieka.

Którą porę roku najbardziej lubisz ? Mi podoba się jesień.

Chupacabra - nareszcie schwytana

Wczorajszą noc spędziłem w Sochaczewie - miasteczka w którym to pojawiła się straszna Chupacabra. Razem z moją ekipą mrówek dotarliśmy do świadków którzy twierdzą iż widzieli to stworzenie. Jednym z nich był pan Zbigniew D. - 64 letni rolnik, który wracając z remizy w niedalekim Słodkowie, zauważył dziwne stworzenie buszujące mu we w zbożu.

Pan Zbigniew wystraszony, a jednak w pełni przytomny na umyśle nie uciekł, co więcej zapamiętał kształt zwierzęcia, miejsce w którym je spotkał oraz charakterystyczne kolce i czułki odróżniające Chupacabrę od np. sarny, pumy czy adidasa.

Przedstawiamy zapis filmowy wywiadu z panem Zbigniewem D. jak również unikalne w skali światowej zdjęcia przedstawiające Chupacabrę. Osoby wrażliwe, dzieci prosi się o nie oglądanie przedstawionego tu materiału. Film zawiera treści drastyczne, może spowodować załamanie nerwowe, drgawki czy też wymioty.


Wkrótce na moim Blogu wywiad z Chupacabrą.

Orbsy

Czym są Orbsy ? Robiąc zdjęcia, szczególnie w nocy z lampą można je zauważyć. Mają kształt okręgów, widać je na poniższych zdjęciach (z misterium w Poznaniu). Podobno orbsy są tak naprawdę różnymi paprochami które naświetlone przez lampę błyskową ukazują się jako duże kule na "kliszy".








Dziś w nocy zrobię eksperyment, zobaczymy czy uda nam się sfotografować orbsa, a być może, jak szczęście dopisze, złapię czapakumbę ;]

Soczek

Dzisiaj coś o czym zapomniałem. Co więcej - w ogóle nie pomyślałem o tym. Na szczęście zawsze jest ktoś kto ma lepszą pamięć - Marcin. Dziś wielkie święto - pierwsza rocznica mojego Bloga.

Zaczynając rok temu, kompletnie nie wiedziałem do czego może to doprowadzić. Na początku miał być zabawą, nie długo stał się motywacją, z czasem miejscem do pokazania swoich dziwnych pomysłów. Obecnie jest jedną z najczęściej wyszukiwanych stron w google.

W pewnym sensie jest pamiętnikiem, który opowiada o całym poprzednim roku - na szczęście większość ludzi niewiele z niego wyczyta. To mój pamiętnik.

Jest miejscem na dyskusje - czy to w komentarzach, czy też ostatnio w "sondzie". Jest czymś co zmusza niektórych do działania, jest inspiracją, niektórym daje rozrywkę a innych drażni.

Nie powstałby bez Marcina. Marcina Deruckiego - dzięki któremu wszystko się zaczęło. To on jako pierwszy pochwycił mój pomysł i założył swoją stronę. Dzień później powstał mój Blog. Minął rok...

...Blog zyskał kilku nowych - stałych - czytelników. Nie wszystkich znam. Znam osoby zostawiające komentarze - są jednak ludzie odwiedzający, ale nie są mi znani. Dziś macie szansę powiedzieć coś o sobie. Napiszcie co Wam się podoba, co byście zmienili. Napiszcie coś o sobie. Napiszcie cokolwiek...

W tym miejscu warto wymienić najważniejsze osoby, które miały największy wpływ na Bloga. Na to jaki jest, być może również na to że jest. Po pierwsze Marcin, o którym już pisałem. Po drugie drugi Marcin R. - jeden z najwierniejszych czytelników. Kolejne osoby to cała rodzinka, następnie Lidia, Iza czasem pojawił się i Kamil. Oni pokazywali że są, że czytają, że po coś ten Blog istnieje. Pewien wpływ miała też pewna mamusia, pewnej córeczki. [...]

Blog żyje własnym życiem. Większość pomysłów na niego pojawia się znikąd. Są to w większości trafione pomysły - świadczą o tym rosnące ceny akcji Bloga. W stu procentowej większości Blog tworzony jest tylko przeze mnie. Jednak zawsze znajdzie się miejsce na Twój pomysł czy sugestię. Pisałem już o tym. Również Ty możesz zmienić los ludzkości.

Blog pokazuje jedno - jak wielkie i wspaniałe dzieło można stworzyć - idąc małymi kroczkami do przodu i systematycznie. Zmusza do działania. Jak na razie - nie ma wad. Nigdy nie brakowało mi czasu by coś na niego "wrzucić". Czasem brakowało pomysłu. Wystarczyło wtedy przejść się do kibelka, usiąść pomyśleć i... chlup ! pomysł miałem jak na talerzu ;)

Blog miał "chwile załamania". Znikał i pojawiał się. Jednak on nigdy nie zniknie. Będzie trwał wiecznie.

Marcin (z lewej) i ja (po prawej).
::two horsemen::