W Rogalinie...


Ania: Pewnej słonecznej soboty, a dokładnie w dniu 21. sierpnia 2010 r. pannę Annę odwiedził pan Adam. Nie wiedziała, dokąd się udadzą, tajemnica została zachowana aż do końca; nie zdradził jej nawet autobus, którym pojechali w nieznane. Panna Anna była podekscytowana, bardzo lubiła niespodzianki, a szczególnie to przyjemne uczucie wyczekiwania, co się dalej wydarzy.

Przejechali nad Wartą; promienie słońca wpadały przez brudne szyby pekaesu, ciesząc oko i ogrzewając twarze (może ciut za bardzo:)). Wszystko było w jak najlepszym porządku. Cieszyli się sobą nawzajem i widokami za oknem.

Po niecałej godzinie wysiedli, w szczerym polu jak to się potocznie mówi. Wiejskie powietrze potęgowało atmosferę sielskości. Przechodząc koło małego cmentarza i kościółka, zrobili kilka zdjęć, by uwiecznić ten niepowtarzalny klimat. W końcu wszystko stało się jasne...
Adamowi spodobało się pewne okienko i tak oto został paniczem z okienka
Pan Adam zabierał pannę Annę do Rogalina. Bardzo się z tego ucieszyła, nie tylko dlatego, że choć nigdy nie miała okazji tam pojechać, zawsze chciała odwiedzić to miejsce. To była w końcu pierwsza prawdziwa wycieczka z Adamem, taka wyprawa z prawdziwego zdarzenia, aż do tzw. "przyjemnej krzywdy" (zmęczenia), jak on to nazwał.

Przechodzili przez Rogaliński Park Krajobrazowy, rezerwat dębów. Drzewa, mające nawet po kilkaset lat... i historia w nich zapisana. Niby takie same, a jakże różne. Wśród nich Edward, a także Lech, Czech i Rus.
Młody Wyrwidąb
Tak też - rozmawiając, ale również milcząc (chwile ciszy mogą być niezwykle przyjemne, panna Anna się o tym przekonała) dotarli do pałacu w Rogalinie. Wiele można wspominać, nie tylko o jego historii; niech więc najlepiej świadczy o nim liczba par młodych, jakie Anna z Adamem tam zobaczyli.
Pan Adam jako zdobywca pałacowych schodów
Kończył się dzień pełen wrażeń. Kończyła wyprawa panny Anny i pana Adama. Trzeba było wracać do domu. Anna była zmęczona, ale szczęśliwa. A Adam...
Ojej, co ten Adam napisze...
Adam: Z tego co mi wiadomo, Pan Adam planował tą wycieczkę już od dłuższego czasu. Niestety albo nie pasowała pogoda, albo łaził gdzieś po górach... W końcu jednak udało mu się wszystko zaplanować. Kilka dni wcześniej polecił Ani wziąć plecak, kanapki, coś do picia, aparat, dobre buty oraz dobry humor. No i Anię.
Jak już mówiłem trasę zaplanował dużo wcześniej, chciał jednak by nic się nie wydało. Podobno udało mu to się :) Jak już Ania wspominała, jechali autobusem, słońce świeciło, rzeka płynęła... Wysiedli gdzieś na wsi, w szczerym polu... co było czuć. Większość wycieczki polegała na chodzeniu. Więc szli...
Szli wśród zieleni...
...szli wśród słońca...

...szli wśród drzew...



...aż w końcu Adam uderzył głową w sufit.
Po drodze robili zdjęcia, rozmawiali, oglądali drzewa... Jedno z drzew szczególnie spodobało się Ani. Postanowiła zabrać je do domu, schować do plecaka i nie dać nikomu.

Ania próbuje ukraść drzewo.
Na szczęście mała Ania nie dała rady wielkiemu drzewu. I dobrze. W końcu dęby są pod ochroną. Skoro Ania nie mogła zabrać dębu ze sobą, więc czemu nie zamieszkać w nim ? Pomysłowość Ani nie znała granic, wyjęła z plecaka pilniczek do paznokci, i na szybko wyskrobała dziurę w drzewie.

Ania w swoim nowym domku.
Domek był cudowny. Dwanaście pokoi, dwie kuchnie oraz trzy łazienki. Brakowało mi jednak w nim czegoś. Po pierwsze ogrodu, a po drugie garażu - wszakże zawsze po Anię przyjeżdżam limuzyną, a jak wiecie, limuzyny są dość duże. Moja limuzyna zazwyczaj ma numer 4.

 
Ania w swoim plecaku zawsze nosi łopatkę, grabie. Ja za to zawsze mam przy sobie worek ziemi, nasiona. Szybkim ruchem, sprawną ręką, Ania wygrabiła trawę, ja rozsypałem ziemię, posadziłem nasiona. Nie minęło pięć minut, a piękny ogród był przed nami. Nie wierzycie ? Popatrzcie:
Chciałbym pozdrowić wszystkie mrówki występujące na zdjęciu.
Z garażem było gorzej. Ziemia poszła na ogród, nic nie zostało. Ania jednak w swoim magicznym plecaku miała jakiś zeszyt, wycinanki. Ja miałem klej, nożyczki. Usiedliśmy na trawie, zaczęliśmy sklejać. Tak oto powstał nasz papierowy garaż.
Nasz garaż. Widać że wejdzie tam kilka limuzyn.
Po skończonej budowie domu, garażu, ogrodu, Ania otworzyła oczy, spojrzała, czy to był sen ? To chyba nie był sen...

7 komentarzy:

  1. Bardzo podoba mi się, Aniu Twój opis, taka mała-duża niespodzianka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A kiedy zaprosicie mnie do swojego domku? (Jakby co to nocuję w garażu;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapraszamy Cię w każdy dzień tygodnia (oprócz poniedziałku) w godzinach 9:30 - 16:00, normalnie wstęp kosztuje 10 zł, ale dla Ciebie ulga - tylko 7 zł :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Panie Adamie, a mi się bardzo podoba Pana opis. Był Pan czarodziejem ( może Harrym P.:)?), który to wszystko wyczarował- Anna ewentualnie może być Ginny W.:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja czekam jeszcze, aż panna Anna doda zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bez obaw, panna A., jakkolwiek nie DODA( i dobrze), to doda:P

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.