Odpust w Galewie

Tegoroczna pielgrzymka do Galewa, pomimo tego że początki były suche, w większości przebiegała w deszczu. Na szczęście podczas mszy przestało padać.
Jak zawsze zaczęło się kilka minut po godzinie ósmej, odległość kilku (około siedmiu) kilometrów, nie okazała się aż tak duża. Ludzi było całkiem-całkiem, chociaż podobno mniej niż w zeszłych latach. W trakcie pielgrzymki dołączali się do nas inni.
Po mszy - jak i oczywiście w trakcie - można było iść na karuzelę, pokrzyczeć w wielkim młynku, czy też kupić dziecku wspaniały pistolet. No i oczywiście coś zjeść.

Początek pielgrzymki. W tle nasz kościół.

W trakcie zastał nas deszcz...

...ale było też i bezdeszczowo.

Cały, długi korowód ludzi...

...a oto i jego początek.

Marcin i Patrycja. Nasi nieustraszeni fotoreporterzy.

Na zakręcie liczy się uśmiech.

Nieustraszone zielone skrzaty.

Osoba z "głośnikiem", dzięki niej było słychać wszystko nawet w dalekim tyle.

Podczas mszy.

2 komentarze:

  1. do końca życia będę trzymał tę pielgrzymkę w swych wspomnieniach. była wyjątkowo mokra. szczególnie dla mnie :D

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.