Tegoroczna pielgrzymka do Galewa, pomimo tego że początki były suche, w większości przebiegała w deszczu. Na szczęście podczas mszy przestało padać.
Jak zawsze zaczęło się kilka minut po godzinie ósmej, odległość kilku (około siedmiu) kilometrów, nie okazała się aż tak duża. Ludzi było całkiem-całkiem, chociaż podobno mniej niż w zeszłych latach. W trakcie pielgrzymki dołączali się do nas inni.
Po mszy - jak i oczywiście w trakcie - można było iść na karuzelę, pokrzyczeć w wielkim młynku, czy też kupić dziecku wspaniały pistolet. No i oczywiście coś zjeść.
Początek pielgrzymki. W tle nasz kościół.
Nieustraszone zielone skrzaty.
Osoba z "głośnikiem", dzięki niej było słychać wszystko nawet w dalekim tyle.

do końca życia będę trzymał tę pielgrzymkę w swych wspomnieniach. była wyjątkowo mokra. szczególnie dla mnie :D
OdpowiedzUsuńJa tam miałem pampersy !
OdpowiedzUsuń