Dzisiaj, z niejaką Marzenką, wybraliśmy się we wspólną podróż śladami dwóch pobliskich jeziorek. Pierwsze z nich to znane już Wam dobrze "Jezioro lazurowe", drugie poznacie bliżej niebawem, powiem tylko, iż jest to zbiornik Bogdałów. Zajrzeliśmy także do pobliskiej kopalni węgla.
Jak na pierwszą w tym roku dla Marzenki wyprawę 32 km. to wg. mnie bardzo dobry wynik, szczególnie że zapomnieliśmy wziąć butelki z piciem, oraz kanapek na drogę. Marzence, jak i mi bardzo się podróż podobała, pogoda dopisała, było słonecznie i ciepło. Na początku Marzenka poznała wspaniały kolor "Oka Lazura", potem kręcąc się po asfaltowych dróżkach, dojechaliśmy do "Oka Bogdała", gdzie mieliśmy pierwszą dłuższą przerwę. Następnie zapoznanie się ze stojącym niedaleko wagonem, i szybki powrót na wcześniejszą trasę. Przed zakrętem na pobliską hałdę, zatrzymaliśmy się by popatrzeć na wspaniały widok łąk i pasących się na nich krów... nie obyło się bez porażeń prądem (wiem, nie musiałem tam łapy wtykać)... Wracaliśmy przez zalesioną górkę, gdzie pełno było grzybów, a co za tym idzie i grzybiarzy. Później szybki skok do domu, gdzie czekał pyszny obiad.
Nie zabrakło oczywiście wspólnych zdjęć. Pomagał nam w tym niejaki Pan Statyw...
Jak na pierwszą w tym roku dla Marzenki wyprawę 32 km. to wg. mnie bardzo dobry wynik, szczególnie że zapomnieliśmy wziąć butelki z piciem, oraz kanapek na drogę. Marzence, jak i mi bardzo się podróż podobała, pogoda dopisała, było słonecznie i ciepło. Na początku Marzenka poznała wspaniały kolor "Oka Lazura", potem kręcąc się po asfaltowych dróżkach, dojechaliśmy do "Oka Bogdała", gdzie mieliśmy pierwszą dłuższą przerwę. Następnie zapoznanie się ze stojącym niedaleko wagonem, i szybki powrót na wcześniejszą trasę. Przed zakrętem na pobliską hałdę, zatrzymaliśmy się by popatrzeć na wspaniały widok łąk i pasących się na nich krów... nie obyło się bez porażeń prądem (wiem, nie musiałem tam łapy wtykać)... Wracaliśmy przez zalesioną górkę, gdzie pełno było grzybów, a co za tym idzie i grzybiarzy. Później szybki skok do domu, gdzie czekał pyszny obiad.
Nie zabrakło oczywiście wspólnych zdjęć. Pomagał nam w tym niejaki Pan Statyw...








Muszę przyznać, że niezła wyprawa. A panu statywowi chwała za okazana pomoc:>>>>>
OdpowiedzUsuń"Panu Statywowi" :>
OdpowiedzUsuńKurczę, jaki Ty przystojny na tych zdjęciach. Szczególnie na zdj "07" czyli 3 od końca jeżeli się nie mylę. Choć z drugiej strony lepiej wyglądasz w błękitnym kasku :D
OdpowiedzUsuńPS. o wiele lepiej wyglądasz w tych kędziorkach niż na krótko
OdpowiedzUsuńAż z takim szacunkiem?
OdpowiedzUsuńTAK ;)
OdpowiedzUsuń