Tym razem wybrałem się na pieszą wędrówkę. Zabrałem jak zwykle plecak, w którym to nie mogło zabraknąć oczywiście aparatu, jak i kurtki przeciwdeszczowej, gdyż pogoda ostatnio bywa kapryśna. Cel wędrówki był inny niż zwykle. Postanowiłem odwiedzić przyjaciół z Wielkiego Świata.
Wielki Świat nie jest dostępny na żadnych z map które możemy zakupić w sklepie. Nie widać go również z samolotu, co więcej, nawet Google nie potrafi powiedzieć gdzież ów świat się znajduje. Ja oczywiście znam drogę. Trzeba iść prosto, później w prawo, i po dwunastu centymetrach odbić nieco na południe. Zauważymy wielki kamień, który to skrywa małe przejście, prowadzące przez gęstą trawę, gniazdo pająka, jak i wielkie spróchniałe drzewo. Zaraz za drzewem ujrzymy puszkę po coca-coli, tam też możemy przystanąć, napić się i porobić pamiątkowe zdjęcia.
Ja nie zatrzymałem się. Wędrowałem dalej. Idąc dalej dochodzimy do ogromnej kałuży, i wreszcie widzimy wielką bramę zrobioną z trawy, trzciny i słomy. Kałużę trzeba przepłynąć, lecz nie jest to zbyt trudne, ponieważ obok stoi przycumowany statek - stary, czarny skórzany but. Dochodząc do furtki pod bramą, spotykamy strażnika, któremu to - by wejść - musimy wymówić tajne hasło. Oczywiście składa się ono z liter, cyfr jak i innych krzaczkowatych znaków. Uwaga ! Wielkość wymawianych liter istotna. (...) Po podaniu hasła brama została mi otworzona.
Gdy tylko pojawiłem się na głównym placu, od razu z radością, krzykiem i śmiechem zostałem tam powitany. Podano mi coś do jedzenia, coś do picia również. Jak zwykle był to przepyszny miód, oraz świeża, poranna rosa, prosto z pobliskiego liścia. Po tak wypasionym śniadanku, po przywitaniu się z mieszkańcami, zacząłem robić im zdjęcia. Starałem się uchwycić ich przy codziennych czynnościach. Tak też zobaczymy śpiocha, który dopiero teraz wstał, i wystawia głowę poza namiot, ucznia który je śniadanie, ucznia który usnął przy książkach, kucharza zbierającego owoce, jak i grajka grającego na gitarze.
Po skończonej sesji zdjęciowej, był mały poczęstunek - najstarsza kucharka upiekła pyszne placki z pszennej mąki, obłożone owocami zebranymi przez kucharza. Później kilkuminutowa drzemka, i powrót do domu. Pożegnałem się ze wszystkimi. Dostałem kanapki na drogę, a sam od siebie, (jako iż ja jestem z tego Mniejszego Świata) zostawiłem dla dzieciaków jakieś gry na komputer, chyba WOW-a z wykupionym abonamentem do końca roku.
Droga powrotna jest oczywiście odwrotnością drogi pierwotnej, tzn. trzeba czytać od tyłu. Wracając piękne zachodzące słońce świeciło mi w twarz... aha, by wyjść nie trzeba podawać hasła.
Wielki Świat nie jest dostępny na żadnych z map które możemy zakupić w sklepie. Nie widać go również z samolotu, co więcej, nawet Google nie potrafi powiedzieć gdzież ów świat się znajduje. Ja oczywiście znam drogę. Trzeba iść prosto, później w prawo, i po dwunastu centymetrach odbić nieco na południe. Zauważymy wielki kamień, który to skrywa małe przejście, prowadzące przez gęstą trawę, gniazdo pająka, jak i wielkie spróchniałe drzewo. Zaraz za drzewem ujrzymy puszkę po coca-coli, tam też możemy przystanąć, napić się i porobić pamiątkowe zdjęcia.
Ja nie zatrzymałem się. Wędrowałem dalej. Idąc dalej dochodzimy do ogromnej kałuży, i wreszcie widzimy wielką bramę zrobioną z trawy, trzciny i słomy. Kałużę trzeba przepłynąć, lecz nie jest to zbyt trudne, ponieważ obok stoi przycumowany statek - stary, czarny skórzany but. Dochodząc do furtki pod bramą, spotykamy strażnika, któremu to - by wejść - musimy wymówić tajne hasło. Oczywiście składa się ono z liter, cyfr jak i innych krzaczkowatych znaków. Uwaga ! Wielkość wymawianych liter istotna. (...) Po podaniu hasła brama została mi otworzona.
Gdy tylko pojawiłem się na głównym placu, od razu z radością, krzykiem i śmiechem zostałem tam powitany. Podano mi coś do jedzenia, coś do picia również. Jak zwykle był to przepyszny miód, oraz świeża, poranna rosa, prosto z pobliskiego liścia. Po tak wypasionym śniadanku, po przywitaniu się z mieszkańcami, zacząłem robić im zdjęcia. Starałem się uchwycić ich przy codziennych czynnościach. Tak też zobaczymy śpiocha, który dopiero teraz wstał, i wystawia głowę poza namiot, ucznia który je śniadanie, ucznia który usnął przy książkach, kucharza zbierającego owoce, jak i grajka grającego na gitarze.
Po skończonej sesji zdjęciowej, był mały poczęstunek - najstarsza kucharka upiekła pyszne placki z pszennej mąki, obłożone owocami zebranymi przez kucharza. Później kilkuminutowa drzemka, i powrót do domu. Pożegnałem się ze wszystkimi. Dostałem kanapki na drogę, a sam od siebie, (jako iż ja jestem z tego Mniejszego Świata) zostawiłem dla dzieciaków jakieś gry na komputer, chyba WOW-a z wykupionym abonamentem do końca roku.
Droga powrotna jest oczywiście odwrotnością drogi pierwotnej, tzn. trzeba czytać od tyłu. Wracając piękne zachodzące słońce świeciło mi w twarz... aha, by wyjść nie trzeba podawać hasła.
Cóż, moje krasnoludki zdecydowanie inne... żywe....
OdpowiedzUsuńZawsze mnie rozwalały podróże figurek, maskotek. Ale najbardziej to bym chciał takiej żywej maskotce przywalić... na przykład na jakimś meczu...
OdpowiedzUsuńNo kto normalny wierzy że figurka może podróżować ;/
OdpowiedzUsuń