Wraz z Marcinem, dzień wcześniej byliśmy sprawdzić jak wygląda wioska "dzień przed". Jak widzimy na poniższym zdjęciu praca pełną parą. Wesołe miasteczko już prawie rozłożone, pierwsze próby karuzel i diabelskiego młyna potwierdzają nienaganny stan urządzeń. Również powoli zaczynają powstawać "stragany", na których to mogliśmy kupić pamiątki, obwarzanki, jak i mnóstwo innych odpustowych atrakcji.


Jako ciekawostkę chciałbym pokazać drogę krzyżową, którą to możemy obejrzeć na placu, za kościołem.
XIV ZmartwychwstanieJak widzimy nazwy stacji oryginalne.
W czasie odpustu pogoda dopisała, najpierw msza, potem "zwiedzanie straganów".
W czasie odpustu pogoda dopisała, najpierw msza, potem "zwiedzanie straganów".





A teraz co nieco o tym skąd wzięła się odpustowa tradycja, źródło: Wikipedia.
"Odpust Przemienienia Pańskiego
W Galewie odbywa się co roku odpust Przemienienia Pańskiego w dniu 6 sierpnia. Jest to nie tylko święto parafii, ale także całej okolicy. Początki tej uroczystości sięgają 1837 r. Wtedy to w Turku panowała jedna z licznych w tym czasie epidemii cholery. Zdrowi, głównie rodziny chorych i zmarłych, chodzili wtedy w licznych procesjach błagalnych do przydrożnych kapliczek i krzyży. 6 VIII tego roku przybyli także tutaj, gdzie znajdował się grób powstańców listopadowych (1930 r.). Od krzyża, znajdującego się u podnóża Galewskiej Górki szli na kolanach (jest to ok. 1km), śpiewając błagalne pieśni. Kiedy dotarli do kapliczki, zaintonowali suplikację "Święty Boże..." i padli na twarze. Wracając do domu stwierdzili, że stał się cud. Chorzy, którzy ozdrowieli, wyszli im na spotkanie. Wtedy powiedzieli, że jak długo będzie Galew, tak długo będą tu przychodzić, nawet gdyby nie istniał tu kościół, nie było księdza, to wezmą swojego kapłana, stół i przyjdą, bo to Przemienienie. Pierwsza dziękczynna pielgrzymka przyszła tu w 1852 r. odtąd zwyczaj ten utrwalił się. Mimo, że istniał tu kościół p.w. św. Jana Nepomucena, to nie rozwinął się tu kult tego świętego. Także kult innego patrona kościoła nie był tu tak powszechny. Największym świętem miejscowej ludności pozostaje Przemienienie Pańskie. Mimo, że kiedyś znano liczne zwyczaje związane z dniem patrona chorych i zakochanych, dziś one już nie mają większego znaczenia. Wiele z nich zostało przeniesionych na dzień 6 VIII. Niektóre z nich to: Trzeba zabierać dzieci na odpust, aby nie chorowały, nie szyć, nie prać (szczególnie ubrań dziecięcych), nie pracować.
Ludowa religijność znajdowała liczne potwierdzenia tych przesądów. Jeden z nich mówi, że kiedy jeden z chłopów żniwował w odpust, spadł z wozu. Władza PRL starała się wszystkimi sposobami wykorzenić miejscowy zwyczaj pielgrzymowania. W PGR-rze zmuszano do pracy w tym dniu. Kiedy w latach 60., w tym dniu pracowano przy zbożu, uderzył piorun i wszystko spłonęło. Odtąd dzień ten był wolny od pracy, później należało go odpracować. Komuniści starali się skończyć z odpustem galewskim nawet drastycznymi sposobami. W 1963 r. pani Wiśniewska z Turku po raz pierwszy uczestniczyła w pielgrzymce. Miejscowy stolarz wykonał składany krzyż, który niesiono od miejsca, od którego procesja błagalna szła na kolanach. W drodze powrotnej krzyż niosła, mimo ostrzeżeń, pani Wiśniewska. Została ona wezwana na kolegium za "zwołanie zgromadzenia bez zezwolenia". Orzeczono karę, która była wielokrotnością jej pensji. Wkrótce straciła pracę. Ponieważ nie zapłaciła grzywny, wkrótce dostała wezwanie do odbycia kary 90 dni aresztu w więzieniu w Kaliszu. Turkowianie złożyli się i zapłacili grzywnę. Innym przykładem walki z odpustem jest zamawianie kursów u wszystkich taksówkarzy w mieście. Kierowcy stali, według instrukcji urzędników, na postoju, ale dzięki temu, jak sądzili komuniści, mniej ludzi dotrze do Galewa. Było to marnotrawienie pieniędzy szarych obywateli, którzy przecież faktycznie płacili za postój samochodów. Nie przynosiło to większych skutków, gdyż turkowianie i tak docierali na odpust, idąc pieszo lub jadąc furmankami.
Dziś odpust to nie tylko wydarzenie religijne, ale także swego rodzaju festyn. Po mszy wielu wiernych udaje się do przykościelnego lasu, gdzie ustawione "tasze" (stoiska z zabawkami, lodami, słodyczami) oraz najróżniejsze karuzele zajmują go prawie w całości. Dawniej było inaczej. Jeszcze w latach 70. i 80. XX w. większość lasu zajęta była przez wozy i furmanki, "parkujące" tam podczas mszy. Nie znaczy to, że nie było atrakcji dla dzieci i młodzieży. Co roku przyjeżdżała "beczka śmierci", strzelnica i stoiska z zabawkami, które nie były jednak tak liczne, jak dziś. Od jakiegoś czasu na odpust w Galewie przybywają pielgrzymi nie tylko z Turku, ale także z Władysławowa i Russocic, a także piesza pielgrzymka z Gdańska idąca na Jasną Górę. Jej przebieg jest tak zaplanowany, by właśnie 6 sierpnia przybyć do Galewa. Odprawiana jest nawet dla nich w tym dniu oddzielna Msza św. Przybywają tu także ludzie nie zorganizowani w procesje, pojedynczo lub rodzinami, na własny koszt, z okolic Galewa, szczególnie z sąsiednich parafii."
Kolejna uroczystość już za rok.
W Galewie odbywa się co roku odpust Przemienienia Pańskiego w dniu 6 sierpnia. Jest to nie tylko święto parafii, ale także całej okolicy. Początki tej uroczystości sięgają 1837 r. Wtedy to w Turku panowała jedna z licznych w tym czasie epidemii cholery. Zdrowi, głównie rodziny chorych i zmarłych, chodzili wtedy w licznych procesjach błagalnych do przydrożnych kapliczek i krzyży. 6 VIII tego roku przybyli także tutaj, gdzie znajdował się grób powstańców listopadowych (1930 r.). Od krzyża, znajdującego się u podnóża Galewskiej Górki szli na kolanach (jest to ok. 1km), śpiewając błagalne pieśni. Kiedy dotarli do kapliczki, zaintonowali suplikację "Święty Boże..." i padli na twarze. Wracając do domu stwierdzili, że stał się cud. Chorzy, którzy ozdrowieli, wyszli im na spotkanie. Wtedy powiedzieli, że jak długo będzie Galew, tak długo będą tu przychodzić, nawet gdyby nie istniał tu kościół, nie było księdza, to wezmą swojego kapłana, stół i przyjdą, bo to Przemienienie. Pierwsza dziękczynna pielgrzymka przyszła tu w 1852 r. odtąd zwyczaj ten utrwalił się. Mimo, że istniał tu kościół p.w. św. Jana Nepomucena, to nie rozwinął się tu kult tego świętego. Także kult innego patrona kościoła nie był tu tak powszechny. Największym świętem miejscowej ludności pozostaje Przemienienie Pańskie. Mimo, że kiedyś znano liczne zwyczaje związane z dniem patrona chorych i zakochanych, dziś one już nie mają większego znaczenia. Wiele z nich zostało przeniesionych na dzień 6 VIII. Niektóre z nich to: Trzeba zabierać dzieci na odpust, aby nie chorowały, nie szyć, nie prać (szczególnie ubrań dziecięcych), nie pracować.
Ludowa religijność znajdowała liczne potwierdzenia tych przesądów. Jeden z nich mówi, że kiedy jeden z chłopów żniwował w odpust, spadł z wozu. Władza PRL starała się wszystkimi sposobami wykorzenić miejscowy zwyczaj pielgrzymowania. W PGR-rze zmuszano do pracy w tym dniu. Kiedy w latach 60., w tym dniu pracowano przy zbożu, uderzył piorun i wszystko spłonęło. Odtąd dzień ten był wolny od pracy, później należało go odpracować. Komuniści starali się skończyć z odpustem galewskim nawet drastycznymi sposobami. W 1963 r. pani Wiśniewska z Turku po raz pierwszy uczestniczyła w pielgrzymce. Miejscowy stolarz wykonał składany krzyż, który niesiono od miejsca, od którego procesja błagalna szła na kolanach. W drodze powrotnej krzyż niosła, mimo ostrzeżeń, pani Wiśniewska. Została ona wezwana na kolegium za "zwołanie zgromadzenia bez zezwolenia". Orzeczono karę, która była wielokrotnością jej pensji. Wkrótce straciła pracę. Ponieważ nie zapłaciła grzywny, wkrótce dostała wezwanie do odbycia kary 90 dni aresztu w więzieniu w Kaliszu. Turkowianie złożyli się i zapłacili grzywnę. Innym przykładem walki z odpustem jest zamawianie kursów u wszystkich taksówkarzy w mieście. Kierowcy stali, według instrukcji urzędników, na postoju, ale dzięki temu, jak sądzili komuniści, mniej ludzi dotrze do Galewa. Było to marnotrawienie pieniędzy szarych obywateli, którzy przecież faktycznie płacili za postój samochodów. Nie przynosiło to większych skutków, gdyż turkowianie i tak docierali na odpust, idąc pieszo lub jadąc furmankami.
Dziś odpust to nie tylko wydarzenie religijne, ale także swego rodzaju festyn. Po mszy wielu wiernych udaje się do przykościelnego lasu, gdzie ustawione "tasze" (stoiska z zabawkami, lodami, słodyczami) oraz najróżniejsze karuzele zajmują go prawie w całości. Dawniej było inaczej. Jeszcze w latach 70. i 80. XX w. większość lasu zajęta była przez wozy i furmanki, "parkujące" tam podczas mszy. Nie znaczy to, że nie było atrakcji dla dzieci i młodzieży. Co roku przyjeżdżała "beczka śmierci", strzelnica i stoiska z zabawkami, które nie były jednak tak liczne, jak dziś. Od jakiegoś czasu na odpust w Galewie przybywają pielgrzymi nie tylko z Turku, ale także z Władysławowa i Russocic, a także piesza pielgrzymka z Gdańska idąca na Jasną Górę. Jej przebieg jest tak zaplanowany, by właśnie 6 sierpnia przybyć do Galewa. Odprawiana jest nawet dla nich w tym dniu oddzielna Msza św. Przybywają tu także ludzie nie zorganizowani w procesje, pojedynczo lub rodzinami, na własny koszt, z okolic Galewa, szczególnie z sąsiednich parafii."
Kolejna uroczystość już za rok.
Najbardziej z tego odpustu to będę pamiętał jak ksiądz wjeżdżał na TVN i jakąś gazetę. W sumie to się darł jak cholera. No i cytacik z odpustku: "Godność boska znajduje się pod dywanem". ehhh
OdpowiedzUsuń